Rozdział 1
Cecily-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Podnoszę głowę i patrzę zdziwiona na moją najlepszą przyjaciółkę Amandę.
-Tak-mówię chociaż nawet nie wiem o co chodzi.
Amanda wzdycha i pstryka palcem w moje czoło.
-Ziemia do Cecily!Może chociaż powiesz mi o czym tak myślisz?
-O wszystkim i o niczym-burczę.Bo chyba nie mam jej opowiedzieć o tym,że jestem nienormalna,ponieważ budzę się w nocy i myślę,że coś jest nie tak?Bo to z pewnością nienormalne.Patrzę na Amandę.Chociaż żadna z nas tego oficjalnie nie ogłosiła to właśnie ona była szefem.Popularna,ładna,bogata-Takimi przymiotnikami można ją było określić.
Przy niej byłam tylko małą,szarą myszką.
Amanda podchodzi do maszyny z napojami i kupuje sobie Cappuccino.
-To o czym mówiłam?-pyta ściągając brwi.
Wzruszam ramionami.
-Masz rację.Nie słuchałam.Możesz powtórzyć?
Amanda wyjmuje z maszyny swoje zamówienie i popijając małe łyki kawy idzie dalej.
-Mówiłam,że w naszej szkole jest jakiś nowy uczeń lub uczennica.
-A ty nie wiesz czy to chłopak czy dziewczyna?-pytam zdziwiona.
To zawsze Amanda wiedziała pierwsza o takich rzeczach.
-Nie.Przyjedzie jutro,a do tej pory dyrektorka nie chce powiedzieć.Okropna baba.Nie potrafi zaspokoić ciekawości uczniów takich jak ja.
-Naprawdę nic o nim lub o niej nie wiesz?-pytam
-Tylko tyle,że pochodzi z Anglii.I nic więcej.
Kiwam ponuro głową.
-Skoro dyrektorka nie chce nic powiedzieć to znaczy,że...
-Że to ktoś specjalny?Też nad tym myślałam.Ale nie sądzisz,że gdyby w naszej szkole zaczęła się uczyć jakaś gwiazda nie powiedzieli by nam o tym?Wprost przeciwnie!Trąbili by o tym na prawo i lewo,żeby tylko nasza szkoła przyćmiła inne.
-Może specjalny w innym tego słowa znaczeniu?-podsuwam.
-Czyli?
-Nie wiem...
-Zresztą zobaczymy jutro.
Z tym zdaniem zadzwonił dzwonek.
Amanda prychnęła ze złością patrząc na uczniów zmierzających do sal lekcyjnych.
-Jak ja kocham szkołę-Jej słowa aż ociekają sarkazmem.
-Lepiej chodźmy bo się spóźnimy,a wiesz jaka jest panna Blendour.
-To teraz francuski? Świetnie,jak zwykle się nie nauczyłam!
Wywracam oczami,po czym ciągnę ją w stronę klasy.
Kolejne 45 minut gadania panny Blendour.Zazwyczaj lubię się uczyć,ale ta kobieta jest niemożliwa.Cały czas powtarza,za jest francuską ze szlacheckimi korzeniami i że to zaszczyt,że będzie uczyła naszą klasę.Fajnie było by,gdyby nas chociaż czegoś uczyła.Z pewnością każdy uczeń tej szkoły ma już dość historii o tym jak zgubiła parasolkę w operze.W każdym razie gdy już kończy tą gadaninę odpytuje nas z tego czego nauczyliśmy się w młodszych klasach.Panna Blendour nie toleruje spóźnień,a nieszczęśnicy którym to się zdarzy,mają przechlapane do końca roku.
Jesteśmy już prawie przy klasie,gdy przypomina mi się,że nie wzięłam z szafki podręcznika.
-Idę po podręcznik,a ty idź już do klasy-mówię do Amandy.
Moja przyjaciółka kiwa mętnie głową,a ja biegnę w kierunku mojej szafki.
Szybko ją otwieram i wyjmuje książkę.Chcę już wrócić do klasy,żeby się nie spóźnić,gdy zatrzymuje mnie czyjś głos.
-"Nie uciekniesz łowcy.On złapie cię prędzej czy później".
Przerażona krzyczę,ponieważ głos roznosi się echem w mojej głowie.Cały świat wiruje mi przed oczami.Ostatnie co pamiętam za nim mdleję to czyjś mrożący krew w żyłach rechot.
___________________________________________________________________________
To 1 rozdział mojego opowiadania,które nosi tytuł "Kluczyk do przeszłości" . Będzie to opowiadanie fantasy.Mam nadzieję,że będziecie je czytać i bardzo was proszę o komentarze.Warunkiem kolejnego rozdziału jest chociaż 1 komentarz.Będę się podpisywała /Juliaaa^
Na dzisiaj to tyle-Pa!
Ahh.. Boskie!! Naprawdę mi się podoba <33
OdpowiedzUsuńhttp://koniandkoni.blogspot.com/