niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 3

Cecily
Siedziałyśmy bez słowa przez 5 minut.No bo nie codziennie widzi się kobietę,która najpierw wychodzi ze ściany,a później rozpływa się w powietrzu.
Moi rodzice nie polepszyli sytuacji,wchodząc do pokoju akurat wtedy gdy byłyśmy jeszcze w szoku.
-Wszystko w porządku,słoneczko?-spytała moja matka.
-Tak,mamo.A czy Amanda mogła by dzisiaj u nas nocować?Potrzebuję jej,żeby...dojść do siebie.
Patrzę z nadzieją na przyjaciółkę,która kiwa energicznie głową.
-Tak prze pani to świetny pomysł!
-Skoro tak mówicie.Tylko zawiadom swoją mamę Amando.
-Dobrze,proszę pani.
Moi rodzice wychodzą,a w pokoju znowu nastaje cisza.
-Myślisz,że Eloise była prawdziwa?-pyta cicho Amanda.
-A jaka?Nie wyglądała na martwą.
-Może nam się przywidziało?
-W tym samym momencie? Nie sądzę.
-No cóż przynajmniej ominął nas nudny wykład panny Blendour.

Amanda
Po powrocie do domu spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy to torby.Wytłumaczenie mojej matce co się stało nie należało do najprostszych rzeczy.Oczywiście nie powiedziałam jej o Eloise,bo wtedy prawdopodobnie uznała by,że czas wysłać mnie do psychiatryka.W końcu jednak zgodziła się,żebym przenocowała u Cecily.Gdy wyszłam z domu panowała ciemna,bezgwiezdna noc.
-"W sam raz na nocny spacer"-myślę ze zgrozą.
Idę ciemną alejką.Drzewa wokół mnie wyglądają przerażająco.Pamiętam,jak razem z Cecily wspinałyśmy się na nie jako małe dziewczynki.To było tak dawno.
Moje buty bezszelestnie stąpają po twardej ziemi.Jedynym dźwiękiem,który słyszę to przerażająca cisza.I wtedy tuż za moimi plecami rozlega się trzask złamanej gałązki.Z pewnością obudziłam moim krzykiem pół  okolicy.Zaczynam biec jak najszybciej,byle by tylko wydostać się z tego piekła.
-Hej!Nie chciałem cię przestraszyć!-krzyczy ktoś za mną.
Nie obchodzi mnie to.Biegnę nie zwalniając tempa.
-Ej,ja nie jestem,aż taki straszny!I potrzebuje pomocy!
Dopadam do bramy i szarpnięciem próbuję ją otworzyć,ale nic z tego.Zamknięta.
To tyle z wydostania się.Osoba która za mną wołała dogania mnie.Widzę jej cień pomiędzy drzewami.
-"Ale kanał"-myślę.
Tajemniczy człowiek dobiega do mnie cały zdyszany i opiera się o bramę.
Chwytam za groźnie wyglądający patyk i celuję w niego oskarżycielsko.
-Czemu mnie gonisz?! Jeden fałszywy ruch,a zadźgam cię tym patykiem!-krzyczę.
-Nie możesz,jestem nieśmiertelny-śmieje się, jak się okazuje chłopak.
-Co?Jesteś jakimś krewnym Eloise?
Nagle chłopak poważnieje.W ciemności nie widzę go dobrze,ale chyba jest w moim wieku.
-Skąd wiesz o Eloise?-pyta
-Złożyła mi i mojej przyjaciółce całkiem miłą wizytę.
-Eloise...Czy ona nadal mnie szuka?
-Co?To ty jesteś tym zaginionym siostrzeńcem?
-Tak jakby.
-Aha.No to gdzie się podziewałeś,że twoja ciotka musiała rozpocząć akcję ratunkową?
-Łowca mnie gonił.Gdybym wysłał do królestwa wiadomość,było by zbyt niebezpiecznie.Nie chciałem narażać mojej rodziny.
-Nie będę pytać kim jest łowca.Nie chcę wiedzieć.Miło,że pogawędziliśmy przez chwilę,ale ja już sobie pójdę.
-Czekaj nie możesz!-Chłopak wydaje się przerażony,ale ja się tym jakoś nie przejmuję.
-Czemu?Nie będę tu siedziała całą noc!
-Okej...Ale musisz mnie zabrać ze sobą!
-Co?! Chyba zwariowałeś!Ja cię nawet nie znam!
-Jestem Robin.
-Bardzo przydatna informacja.Nie mogę cię wziąć,bo idę do mojej przyjaciółki,a wiesz jak ona zareaguje gdy cię zobaczy? Będzie jeszcze bardziej przerażona,niż jest teraz!Dopiero co spotkaliśmy twoją ciotkę,królową Vi czegoś tam,więc nie potrzebujemy więcej wrażeń.Dziękuję i Do widzenia!
Odwracam się i wspinam na bramę,po czym przez nią przeskakuję.
-Proszę-błaga Robin-Tylko na kilka godzin.
Przewracam oczami.Jakbym słyszała Cecily.
-No dobra.Ale się pospiesz.Mam nadzieję,że nie będę tego żałowała.A tak w ogóle mam na imię Amanda.
_________________________________________________________________________________
Wkrótce w opisach pojawi się Robin./Juliaaa^










1 komentarz: