Cecily
-To zaczyna robić się nienormalne-Mówi
Amanda.
Znam ten ton.Oznacza,że za chwile moja przyjaciółka zacznie panikować.I tak wytrzymała już długo.
-Wszytko w waszym świecie jest nienormalne-stwierdza Robin-Jestem tu od kilku dni i nie rozumiem na co śmiertelnikom te dziwne małe urządzenia,które przykładają do ucha...
-To telefony.I one są bardzo potrzebne.Kto je wynalazł?
-Chyba Bell.Nie pamiętam dokładnie.
-Nie sądzicie,że mamy ważniejsze sprawy do omówienia niż telefony??-pyta lekko zniecierpliwiona Eloise.
-Jasne,chciałam tylko,żeby Robin wiedział,że telefony to najlepsza rzecz,którą wymyślono.
-My w Vigrovii piszemy listy.
Obie ignorujemy Robina i odwracamy się do Eloise.
-A więc...Mamy rozumieć,że poluje na nas jakiś łowca.Ale kim on jest?
-Łowca to mityczny król Vigrovii.Dawno temu za jego rządów,jego doradca postanowił zrzucić go z tronu i sam na nim zasiąść.Wymyślił więc podstęp.Na polowaniu powiedział mu,że widział za krzakami niedźwiedzia.Zaciekawiony król poszedł w tamtą stronę i oglądał się szukając niedźwiedzia,jego doradca,a zwał się Maximiliano wbił mu nóż w plecy.Jego śmierć była wstrząsem dla królestwa,ale szybko pokochali nowego króla, chyba wiecie kto nim został.Ale mityczny król odrodził się nowo jako łowca,czyli osoba która poluje na następców Maximiliana.Może przybierać różne kształty i już od tysięcy lat zabija członków naszego rodu.
-A więc ty i Robin...Waszym przodkiem był Maximiliano?-pytam.
-Tak.Złość łowcy wzrosła kiedy to ja zasiadłam na tronie Vigrovii.Jestem pierwsza od czasów Maximiliana.Jeszcze żaden jego następca nie został królem lub królową.
-Ale dlaczego łowca poluje na nas?-pyta Amanda
-Bo jesteście jedynymi osobami,które mogę go pokonać.
-Jak?
-Legenda głosi...Że dwie dziewczęta jedna ciemnowłosa druga jasnowłosa...Mają moc podróży w czasie.
-My?Ale wiesz Eloise ile jest dziewczyn jasnowłosych i ciemnowłosych na świecie?
-Tak wiem.A właściwie to nie.Ale tu chodzi o was.Bo gdyby nie, księga nie pokazałaby mi was
-Dobrze,ale co z tą mocą??
-Za jej pomocą udacie się w czasy łowcy i zapobiegniecie jego odrodzeniu.I tak zniknie też z naszych czasów.
-Ale jak mamy temu zapobiec?
-Nie wiem.Nie odczytałam do końca przepowiedni.Jest zaszyfrowana.
-Jeszcze lepiej...Okej kiedy wyruszamy??-pyta Amanda.
No dobra.Zawsze uważałam,że Amanda nie jest całkiem normalna,ale że aż tak?
-Zwariowałaś?! Chcesz odbyć podróż w czasie w trakcie,której prawdopodobnie zginiesz?!
-Cecily dobrze myśli.Szansa,że wrócicie żywe z tej misji to 10%. Dlatego wysyłam z wami Robina.Wasze szanse automatycznie wzrastają do 50%
-To i tak mało-zauważam-A ja chcę żyć.
-Daj spokój Cecily.Zabicie łowcy to nas obowiązek.I będziemy się świetnie bawić.
-No nie wiem...
Hej,czy ja to powiedziałam na głos?Czy ja jestem przy zdrowych zmysłach?Czy ja naprawdę chcę udać się na wyprawę do przeszłości i tam umrzeć?
-Zgadzam się-mówię sama w to nie wierząc-Kiedy wyruszamy?
_______________________________________________________________________
/Juliaaa^
piątek, 8 listopada 2013
środa, 6 listopada 2013
Rozdział 5
CecilyWszędzie było szkło.Ktokolwiek postanowił wybić mi okno,zrobił to idealnie.Z pewnością trzeba będzie kupić nowe.Ale jestem niemądra.Myślę o oknie,gdy powinnam chyba uciekać.Przerażona cofam się pod ścianę. Człowiek,który wpadł przez okno leży nieprzytomny na ziemi.Pierwsza myśl,która wpada mi do głowy "Ktoś wrzucił mi trupa przez okno". Krzyczę nie wiedząc co innego mogłabym zrobić.
-Uspokój się.Tylko go ogłuszyłem-mówi Robin,którego dopiero teraz zauważam.
-To ty...?
-Tak.Wiesz kim jest ten facet?
-Nie...
-To zwierzchnik łowcy.Nie groźny typ.
-Ale czemu wpadł przez moje okno?!
-A skąd mam wiedzieć?Ale dobra wiadomość jest taka,że twoi rodzice tu jeszcze nie przybiegli,więc zatrzymano czas.
-Co zrobiono?!
-Zatrzymano czas.Wszystko stoi w miejscu.To robota łowcy.A to,że się ruszasz to oznacza,że masz coś magicznego w sobie.
-Dobra,uspokójmy się.Po tym zdarzeniu można wywnioskować,że łowca gdzieś tu jest...
-Tak mądra dziewczyno-odzywa się czyjś cichy głos.Słychać go jakby dochodził z bardzo daleka.Robin podejrzliwie patrzy na pokój.
-On tu jest!
-Łowca...?
-Tak!!
-Dobrze myślisz-znowu ten głos.
-Wyjdź z ukrycia tchórzu!-krzyczy Robin-Nie boję się ciebie!
-A ja tak...-piszczę już kompletnie przerażona.
-Chcesz mnie zobaczyć?Bardzo proszę!
Jakiś cień spada na Robina,a w następnej sekundzie chłopak leży już na podłodze.
Wrzeszczę i skaczę na łóżko.
-Dość tego Łowco!!!Nie będziesz gnębić mojego siostrzeńca!
Następnie wszystko potoczyło się bardzo szybko.Eloise pojawiła się znikąd i jednym ruchem sprawiła,że osoba,która zaatakowała Robina zniknęła.
Przez minutę nikt nic nie mówi.W końcu jednak daję za wygraną.
-Czy to był...
-Łowca? Nie,ale była to istota,która jest do niego podobna,ale słabsza-mówi Eloise- Mnie też miło cię widzieć Cecily.
Padam zmęczona na łóżko.Zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień.
W tym samym momencie,drzwi się otwierają i do środka wchodzi Amanda.
W ręku trzyma reklamówkę.
-Co u...?-pyta rozdziawiając usta ze zdziwienia.
-Zdarzył się tu...Hmm...Mały wypadek.
-Mały wypadek?! Wiesz co powiedzą twoi rodzice gdy to zobaczą?Tak w ogóle czemu twoja matka śpi na stojąco w kuchni?
-Ech...Długa historia.Zaraz ci opowiem.
-O nie,Cecily.Jesteś zbyt zmęczona.Odpocznij,a ja opowiem Amandzie co się stało-mówi wesoło Eloise.
Wariatka.
_______________________________________________________________
/Juliaaa^
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rozdział 4
Amanda
-Jesteś wariatką.
To jedyne zdanie,które mówi Cecily gdy streszczam jej historię spotkania z Robinem.
-Przyprowadziłaś tutaj kompletnie nieznanego chłopaka...
-Wiem,ale on twierdzi,że jest siostrzeńcem Eloise...
-Której praktycznie nie znamy!
-No dobrze może masz rację Cecily. A nawet na pewno.Ale on tak nalegał...
-Amanda jesteś nieodpowiedzialna.A jak to jakiś złoczyńca?Mówiłaś,że goniła go jakiś łowca.
-Tak...
Jednocześnie odwracamy się w stronę Robina,który bawi się z psem Cecily-Doddiem.
Wydaje się nim zachwycony zresztą ze wzajemnością.
-Co to jest?-pyta
-To mój pies, idioto!-prycha Cecily posyłając mi spojrzenie typu "Czy on właśnie utożsamił mojego psa z rzeczą?" Staram się nie wybuchnąć śmiechem.
-Jak się zwie?
-Doddie.
-Jak pięknie.Iście po królewsku.
-Mów rzesz po normalnemu!
Robin patrzy na Cecily z niezrozumieniem.
-A po jakiemu mówię?
Cecily odwraca się do mnie,ignorując pytanie Robina.
-On nie może tu zostać.
-Wiem...Ale gdzie ma pójść?
-To nie bezdomny pies,Amanda!
-Wiem.
-A jak moja mama tu wejdzie? To co z nim zrobimy?
-Co to za pytanie?Wyjdzie przez okno albo schowa się za zasłoną!
-Amanda,czasem myślę,że rozumem nie jesteś lepsza od niego.
Cecily
Moja przyjaciółka postanowiła,że wybierze się do sklepu po potrzebne rzeczy dla Robina-szczoteczkę do zębów i inne takie.Wychodzi na to,że ten chłopak będzie tu całą noc.A my będziemy go niańczyć.Nadal nie mogę uwierzyć w to,że Amanda go tu przyprowadziła.Siedzę na łóżku patrząc jak bawi się z moim psem.
-Zamierzasz tak długo?-pytam w końcu zmęczona czekaniem.
Robin patrzy na mnie z zamyśleniem.
-Nie...Właściwie to już skończyłem.
Wstaje z kolan i siad na krześle od mojej toaletki.
-Gdzie Amanda?
-Poszła do sklepu.
-A ty jak masz na imię?
-Cecily.
-Miałem kiedyś służącą,która tak miała na imię.
-Tak i co się z nią stało? Miała cię dość i odeszła?
-Nie.Mój ojciec posądził ją o czary i skazał na stos.
Powiedział to jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.Aż mnie zmroziło i musiałam się wzdrygnąć.
-Ach...A powiedz coś o tym łowcy.
Robin otwiera usta,żeby coś powiedzieć.W tym samym momencie ktoś wybija okno,a do mojego pokoju wpada jakiś człowiek.
_____________________________________________________________________________
/Juliaaa^
-Jesteś wariatką.
To jedyne zdanie,które mówi Cecily gdy streszczam jej historię spotkania z Robinem.-Przyprowadziłaś tutaj kompletnie nieznanego chłopaka...
-Wiem,ale on twierdzi,że jest siostrzeńcem Eloise...
-Której praktycznie nie znamy!
-No dobrze może masz rację Cecily. A nawet na pewno.Ale on tak nalegał...
-Amanda jesteś nieodpowiedzialna.A jak to jakiś złoczyńca?Mówiłaś,że goniła go jakiś łowca.
-Tak...
Jednocześnie odwracamy się w stronę Robina,który bawi się z psem Cecily-Doddiem.
Wydaje się nim zachwycony zresztą ze wzajemnością.
-Co to jest?-pyta
-To mój pies, idioto!-prycha Cecily posyłając mi spojrzenie typu "Czy on właśnie utożsamił mojego psa z rzeczą?" Staram się nie wybuchnąć śmiechem.
-Jak się zwie?
-Doddie.
-Jak pięknie.Iście po królewsku.
-Mów rzesz po normalnemu!
Robin patrzy na Cecily z niezrozumieniem.
-A po jakiemu mówię?
Cecily odwraca się do mnie,ignorując pytanie Robina.
-On nie może tu zostać.
-Wiem...Ale gdzie ma pójść?
-To nie bezdomny pies,Amanda!
-Wiem.
-A jak moja mama tu wejdzie? To co z nim zrobimy?
-Co to za pytanie?Wyjdzie przez okno albo schowa się za zasłoną!
-Amanda,czasem myślę,że rozumem nie jesteś lepsza od niego.
Cecily
Moja przyjaciółka postanowiła,że wybierze się do sklepu po potrzebne rzeczy dla Robina-szczoteczkę do zębów i inne takie.Wychodzi na to,że ten chłopak będzie tu całą noc.A my będziemy go niańczyć.Nadal nie mogę uwierzyć w to,że Amanda go tu przyprowadziła.Siedzę na łóżku patrząc jak bawi się z moim psem.
-Zamierzasz tak długo?-pytam w końcu zmęczona czekaniem.
Robin patrzy na mnie z zamyśleniem.
-Nie...Właściwie to już skończyłem.
Wstaje z kolan i siad na krześle od mojej toaletki.
-Gdzie Amanda?
-Poszła do sklepu.
-A ty jak masz na imię?
-Cecily.
-Miałem kiedyś służącą,która tak miała na imię.
-Tak i co się z nią stało? Miała cię dość i odeszła?
-Nie.Mój ojciec posądził ją o czary i skazał na stos.
Powiedział to jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.Aż mnie zmroziło i musiałam się wzdrygnąć.
-Ach...A powiedz coś o tym łowcy.
Robin otwiera usta,żeby coś powiedzieć.W tym samym momencie ktoś wybija okno,a do mojego pokoju wpada jakiś człowiek.
_____________________________________________________________________________
/Juliaaa^
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział 3
CecilySiedziałyśmy bez słowa przez 5 minut.No bo nie codziennie widzi się kobietę,która najpierw wychodzi ze ściany,a później rozpływa się w powietrzu.
Moi rodzice nie polepszyli sytuacji,wchodząc do pokoju akurat wtedy gdy byłyśmy jeszcze w szoku.
-Wszystko w porządku,słoneczko?-spytała moja matka.
-Tak,mamo.A czy Amanda mogła by dzisiaj u nas nocować?Potrzebuję jej,żeby...dojść do siebie.
Patrzę z nadzieją na przyjaciółkę,która kiwa energicznie głową.
-Tak prze pani to świetny pomysł!
-Skoro tak mówicie.Tylko zawiadom swoją mamę Amando.
-Dobrze,proszę pani.
Moi rodzice wychodzą,a w pokoju znowu nastaje cisza.
-Myślisz,że Eloise była prawdziwa?-pyta cicho Amanda.
-A jaka?Nie wyglądała na martwą.
-Może nam się przywidziało?
-W tym samym momencie? Nie sądzę.
-No cóż przynajmniej ominął nas nudny wykład panny Blendour.
Amanda
Po powrocie do domu spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy to torby.Wytłumaczenie mojej matce co się stało nie należało do najprostszych rzeczy.Oczywiście nie powiedziałam jej o Eloise,bo wtedy prawdopodobnie uznała by,że czas wysłać mnie do psychiatryka.W końcu jednak zgodziła się,żebym przenocowała u Cecily.Gdy wyszłam z domu panowała ciemna,bezgwiezdna noc.-"W sam raz na nocny spacer"-myślę ze zgrozą.
Idę ciemną alejką.Drzewa wokół mnie wyglądają przerażająco.Pamiętam,jak razem z Cecily wspinałyśmy się na nie jako małe dziewczynki.To było tak dawno.
Moje buty bezszelestnie stąpają po twardej ziemi.Jedynym dźwiękiem,który słyszę to przerażająca cisza.I wtedy tuż za moimi plecami rozlega się trzask złamanej gałązki.Z pewnością obudziłam moim krzykiem pół okolicy.Zaczynam biec jak najszybciej,byle by tylko wydostać się z tego piekła.
-Hej!Nie chciałem cię przestraszyć!-krzyczy ktoś za mną.
Nie obchodzi mnie to.Biegnę nie zwalniając tempa.
-Ej,ja nie jestem,aż taki straszny!I potrzebuje pomocy!
Dopadam do bramy i szarpnięciem próbuję ją otworzyć,ale nic z tego.Zamknięta.
To tyle z wydostania się.Osoba która za mną wołała dogania mnie.Widzę jej cień pomiędzy drzewami.
-"Ale kanał"-myślę.
Tajemniczy człowiek dobiega do mnie cały zdyszany i opiera się o bramę.
Chwytam za groźnie wyglądający patyk i celuję w niego oskarżycielsko.
-Czemu mnie gonisz?! Jeden fałszywy ruch,a zadźgam cię tym patykiem!-krzyczę.
-Nie możesz,jestem nieśmiertelny-śmieje się, jak się okazuje chłopak.
-Co?Jesteś jakimś krewnym Eloise?
Nagle chłopak poważnieje.W ciemności nie widzę go dobrze,ale chyba jest w moim wieku.
-Skąd wiesz o Eloise?-pyta
-Złożyła mi i mojej przyjaciółce całkiem miłą wizytę.
-Eloise...Czy ona nadal mnie szuka?
-Co?To ty jesteś tym zaginionym siostrzeńcem?
-Tak jakby.
-Aha.No to gdzie się podziewałeś,że twoja ciotka musiała rozpocząć akcję ratunkową?
-Łowca mnie gonił.Gdybym wysłał do królestwa wiadomość,było by zbyt niebezpiecznie.Nie chciałem narażać mojej rodziny.
-Nie będę pytać kim jest łowca.Nie chcę wiedzieć.Miło,że pogawędziliśmy przez chwilę,ale ja już sobie pójdę.
-Czekaj nie możesz!-Chłopak wydaje się przerażony,ale ja się tym jakoś nie przejmuję.
-Czemu?Nie będę tu siedziała całą noc!
-Okej...Ale musisz mnie zabrać ze sobą!
-Co?! Chyba zwariowałeś!Ja cię nawet nie znam!
-Jestem Robin.
-Bardzo przydatna informacja.Nie mogę cię wziąć,bo idę do mojej przyjaciółki,a wiesz jak ona zareaguje gdy cię zobaczy? Będzie jeszcze bardziej przerażona,niż jest teraz!Dopiero co spotkaliśmy twoją ciotkę,królową Vi czegoś tam,więc nie potrzebujemy więcej wrażeń.Dziękuję i Do widzenia!
Odwracam się i wspinam na bramę,po czym przez nią przeskakuję.
-Proszę-błaga Robin-Tylko na kilka godzin.
Przewracam oczami.Jakbym słyszała Cecily.
-No dobra.Ale się pospiesz.Mam nadzieję,że nie będę tego żałowała.A tak w ogóle mam na imię Amanda.
_________________________________________________________________________________
Wkrótce w opisach pojawi się Robin./Juliaaa^
sobota, 2 listopada 2013
Rozdział 2
Cecily
Gdy się budzę jestem w gabinecie pielęgniarki.Wszystko mnie boli.Próbuję usiąść,ale kończy się to tylko jękiem pełnym bólu.
-Nie wstawaj-mówi ktoś obok mnie.
Podnoszę wzrok w tamtą stronę.Obok mojego łóżka siedzi Amanda z ponurą miną.
-Co się stało?-pytam
-Zemdlałaś.
-Jak długo?
-Dwie godziny.Pielęgniarka mówi,że to nic poważnego,ale martwię się o ciebie Ceci.
-Tak samo jak ja.
-Twoi rodzice są na korytarzu, jakbyś chciała z nimi porozmawiać.
-Może później.Muszę ci coś powiedzieć.
Po czym streszczam jej całą historię.
Amanda
-Wiesz ta historia,jest nieprawdopodobna nawet jak na ciebie-mówię cicho wpatrując się w Cecily.
-Wiem.Ale przysięgam,że słyszałam ten głos.
-Może ci się przyśnił?
-Ty jak zwykle żartujesz!-mówi Cecily z wyrzutem.
-Wybacz,ale nie mogę sobie tego wyobrazić.
-To nie twoja wina-wzdycha zrezygnowana Cecily-To ja wariuję.
-Nie sądzę-mówi ciepły,kobiecy, a także nieznany głos.
-Ech...Co to było?
-Nie mam pojęcia...
-Spójrzcie na ścianę-dodaje głos.
Posłusznie patrzymy na wyblakłą,białą tapetę.Przez minutę nic się nie dzieję.A potem nagle ściana się rozpływa i wychodzi z niej jakaś kobieta.
Chcę krzyknąć,ale Cecily zakrywa mi dłonią usta.
-Kim jesteś...?-pyta moja przyjaciółka.
-Ja?-śmieje się kobieta-Jestem Eloise,królowa Vigrovii.
-Vi,czego?
-Vigrovii.
-A co to?
Kobieta nie odpowiada tylko siada na łóżku Cecily.
Ma długie,prawie białe włosy i mądre zielone oczy.Nie ma więcej niż 25 lat.Ubrana jest w kremową sukienkę do ziemi,a na nadgarstkach ma złote bransolety.
-No dobrze...A więc co tu robisz Eloise?
Nagle królowa poważnieje.
-Przybyłam tu z misją.Miałam znaleźć mojego siostrzeńca,który zaginął tu wczoraj.
-I co znalazłaś go?
-Nie.
-Ale co robisz tu?W naszej szkole go raczej nie ma.
Eloise znowu się śmieje.
-Przyszłam tu po was głuptaski.
-Po nas?-pytamy jednocześnie
-Myślałam,że szukasz swojego siostrzeńca-mówię już kompletnie nic nie rozumiejąc.
-Tak.Ale jak już go znajdę potrzebuję waszej pomocy.
-Do czego?
-Zobaczycie wkrótce.
-Co?Ale dlaczego my? I nawet pani nie znamy!
-Może i mnie nie znacie,ale jesteśmy w jakimś stopniu spokrewnione...a jeżeli chodzi o to dlaczego wy,to chyba dlatego,że jesteście częścią Vigrovii.
-Przed chwilą nie mogłam nawet tego wypowiedzieć,a teraz mi mówisz,że jestem tego częścią?-pytam przerażona.
-Tak.Porozmawiamy innym razem,bo teraz śmiertelnicy zmierzają w tą stronę.Zobaczymy się później.Mam nadzieję,że będzie już wtedy z nami mój siostrzeniec.
-Eloise,zaczekaj!-krzyczy Cecily,ale jest już za późno.
Królowa rozpływa się w powietrzu.
_______________________________________________________________________________
Mam nadzieję,że podoba wam się 2 rozdział.Staram się pisać ciekawie,ale nie wiem czy mi to wychodzi:(
/Juliaaa^
PS Eloise zaraz dołączy do rubryki bohaterowie:)
/Juliaaa^
Gdy się budzę jestem w gabinecie pielęgniarki.Wszystko mnie boli.Próbuję usiąść,ale kończy się to tylko jękiem pełnym bólu.-Nie wstawaj-mówi ktoś obok mnie.
Podnoszę wzrok w tamtą stronę.Obok mojego łóżka siedzi Amanda z ponurą miną.
-Co się stało?-pytam
-Zemdlałaś.
-Jak długo?
-Dwie godziny.Pielęgniarka mówi,że to nic poważnego,ale martwię się o ciebie Ceci.
-Tak samo jak ja.
-Twoi rodzice są na korytarzu, jakbyś chciała z nimi porozmawiać.
-Może później.Muszę ci coś powiedzieć.
Po czym streszczam jej całą historię.
Amanda
-Wiesz ta historia,jest nieprawdopodobna nawet jak na ciebie-mówię cicho wpatrując się w Cecily.
-Wiem.Ale przysięgam,że słyszałam ten głos.
-Może ci się przyśnił?
-Ty jak zwykle żartujesz!-mówi Cecily z wyrzutem.
-Wybacz,ale nie mogę sobie tego wyobrazić.
-To nie twoja wina-wzdycha zrezygnowana Cecily-To ja wariuję.
-Nie sądzę-mówi ciepły,kobiecy, a także nieznany głos.
-Ech...Co to było?
-Nie mam pojęcia...
-Spójrzcie na ścianę-dodaje głos.
Posłusznie patrzymy na wyblakłą,białą tapetę.Przez minutę nic się nie dzieję.A potem nagle ściana się rozpływa i wychodzi z niej jakaś kobieta.
Chcę krzyknąć,ale Cecily zakrywa mi dłonią usta.
-Kim jesteś...?-pyta moja przyjaciółka.
-Ja?-śmieje się kobieta-Jestem Eloise,królowa Vigrovii.
-Vi,czego?
-Vigrovii.
-A co to?
Kobieta nie odpowiada tylko siada na łóżku Cecily.
Ma długie,prawie białe włosy i mądre zielone oczy.Nie ma więcej niż 25 lat.Ubrana jest w kremową sukienkę do ziemi,a na nadgarstkach ma złote bransolety.
-No dobrze...A więc co tu robisz Eloise?
Nagle królowa poważnieje.
-Przybyłam tu z misją.Miałam znaleźć mojego siostrzeńca,który zaginął tu wczoraj.
-I co znalazłaś go?
-Nie.
-Ale co robisz tu?W naszej szkole go raczej nie ma.
Eloise znowu się śmieje.
-Przyszłam tu po was głuptaski.
-Po nas?-pytamy jednocześnie
-Myślałam,że szukasz swojego siostrzeńca-mówię już kompletnie nic nie rozumiejąc.
-Tak.Ale jak już go znajdę potrzebuję waszej pomocy.
-Do czego?
-Zobaczycie wkrótce.
-Co?Ale dlaczego my? I nawet pani nie znamy!
-Może i mnie nie znacie,ale jesteśmy w jakimś stopniu spokrewnione...a jeżeli chodzi o to dlaczego wy,to chyba dlatego,że jesteście częścią Vigrovii.
-Przed chwilą nie mogłam nawet tego wypowiedzieć,a teraz mi mówisz,że jestem tego częścią?-pytam przerażona.
-Tak.Porozmawiamy innym razem,bo teraz śmiertelnicy zmierzają w tą stronę.Zobaczymy się później.Mam nadzieję,że będzie już wtedy z nami mój siostrzeniec.
-Eloise,zaczekaj!-krzyczy Cecily,ale jest już za późno.
Królowa rozpływa się w powietrzu.
_______________________________________________________________________________
Mam nadzieję,że podoba wam się 2 rozdział.Staram się pisać ciekawie,ale nie wiem czy mi to wychodzi:(
/Juliaaa^
PS Eloise zaraz dołączy do rubryki bohaterowie:)
/Juliaaa^
Rozdział 1
Cecily-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Podnoszę głowę i patrzę zdziwiona na moją najlepszą przyjaciółkę Amandę.
-Tak-mówię chociaż nawet nie wiem o co chodzi.
Amanda wzdycha i pstryka palcem w moje czoło.
-Ziemia do Cecily!Może chociaż powiesz mi o czym tak myślisz?
-O wszystkim i o niczym-burczę.Bo chyba nie mam jej opowiedzieć o tym,że jestem nienormalna,ponieważ budzę się w nocy i myślę,że coś jest nie tak?Bo to z pewnością nienormalne.Patrzę na Amandę.Chociaż żadna z nas tego oficjalnie nie ogłosiła to właśnie ona była szefem.Popularna,ładna,bogata-Takimi przymiotnikami można ją było określić.
Przy niej byłam tylko małą,szarą myszką.
Amanda podchodzi do maszyny z napojami i kupuje sobie Cappuccino.
-To o czym mówiłam?-pyta ściągając brwi.
Wzruszam ramionami.
-Masz rację.Nie słuchałam.Możesz powtórzyć?
Amanda wyjmuje z maszyny swoje zamówienie i popijając małe łyki kawy idzie dalej.
-Mówiłam,że w naszej szkole jest jakiś nowy uczeń lub uczennica.
-A ty nie wiesz czy to chłopak czy dziewczyna?-pytam zdziwiona.
To zawsze Amanda wiedziała pierwsza o takich rzeczach.
-Nie.Przyjedzie jutro,a do tej pory dyrektorka nie chce powiedzieć.Okropna baba.Nie potrafi zaspokoić ciekawości uczniów takich jak ja.
-Naprawdę nic o nim lub o niej nie wiesz?-pytam
-Tylko tyle,że pochodzi z Anglii.I nic więcej.
Kiwam ponuro głową.
-Skoro dyrektorka nie chce nic powiedzieć to znaczy,że...
-Że to ktoś specjalny?Też nad tym myślałam.Ale nie sądzisz,że gdyby w naszej szkole zaczęła się uczyć jakaś gwiazda nie powiedzieli by nam o tym?Wprost przeciwnie!Trąbili by o tym na prawo i lewo,żeby tylko nasza szkoła przyćmiła inne.
-Może specjalny w innym tego słowa znaczeniu?-podsuwam.
-Czyli?
-Nie wiem...
-Zresztą zobaczymy jutro.
Z tym zdaniem zadzwonił dzwonek.
Amanda prychnęła ze złością patrząc na uczniów zmierzających do sal lekcyjnych.
-Jak ja kocham szkołę-Jej słowa aż ociekają sarkazmem.
-Lepiej chodźmy bo się spóźnimy,a wiesz jaka jest panna Blendour.
-To teraz francuski? Świetnie,jak zwykle się nie nauczyłam!
Wywracam oczami,po czym ciągnę ją w stronę klasy.
Kolejne 45 minut gadania panny Blendour.Zazwyczaj lubię się uczyć,ale ta kobieta jest niemożliwa.Cały czas powtarza,za jest francuską ze szlacheckimi korzeniami i że to zaszczyt,że będzie uczyła naszą klasę.Fajnie było by,gdyby nas chociaż czegoś uczyła.Z pewnością każdy uczeń tej szkoły ma już dość historii o tym jak zgubiła parasolkę w operze.W każdym razie gdy już kończy tą gadaninę odpytuje nas z tego czego nauczyliśmy się w młodszych klasach.Panna Blendour nie toleruje spóźnień,a nieszczęśnicy którym to się zdarzy,mają przechlapane do końca roku.
Jesteśmy już prawie przy klasie,gdy przypomina mi się,że nie wzięłam z szafki podręcznika.
-Idę po podręcznik,a ty idź już do klasy-mówię do Amandy.
Moja przyjaciółka kiwa mętnie głową,a ja biegnę w kierunku mojej szafki.
Szybko ją otwieram i wyjmuje książkę.Chcę już wrócić do klasy,żeby się nie spóźnić,gdy zatrzymuje mnie czyjś głos.
-"Nie uciekniesz łowcy.On złapie cię prędzej czy później".
Przerażona krzyczę,ponieważ głos roznosi się echem w mojej głowie.Cały świat wiruje mi przed oczami.Ostatnie co pamiętam za nim mdleję to czyjś mrożący krew w żyłach rechot.
___________________________________________________________________________
To 1 rozdział mojego opowiadania,które nosi tytuł "Kluczyk do przeszłości" . Będzie to opowiadanie fantasy.Mam nadzieję,że będziecie je czytać i bardzo was proszę o komentarze.Warunkiem kolejnego rozdziału jest chociaż 1 komentarz.Będę się podpisywała /Juliaaa^
Na dzisiaj to tyle-Pa!
Prolog
Biegł.W nocy las wydawał się jeszcze bardziej przerażający niż w ciągu dnia.A myśl,że łowca jest tuż za nim nie dodawała mu otuchy.-"Nie-pomyślał-Nie mogę dać się złapać"
Całe królestwo na niego liczyło.Gdyby umarł w świecie śmiertelników,jego rodzina wiedziała by,że nie ma żadnego sposobu ,żeby pokonać zło.A był.I on musiał to udowodnić.
Przeskoczył przez kałużę,rozpryskując wszędzie wokół wodę.Nie może się poddać.
Cecily
Obudziłam się w środku nocy z myślą,że coś jest nie tak.W moim pokoju panowały egipskie ciemności,a jedynym dźwiękiem,który słyszałam było uderzanie deszczu o szybę.Wyskoczyłam z łóżka z zamiarem sprawdzenia o co chodzi.Podeszłam do okna i wyjrzałam na dwór.Wszystko było w jak najlepszym porządku.Srebrne auto mojego taty stało na podjeździe,a kwiatki w ogrodzie pani Wenkley mokły na deszczu.
"Wszystko jest w porządku Cecily.Chyba masz jakieś nocne urojenia"-upomniałam się w myślach i wróciłam do łóżka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

